Rosjan było zbyt wielu… Ostatnia bitwa Simo Häyhy.

Simo Häyhä uznawany jest za jednego z najlepszych snajperów wszechczasów. Legendarny fiński strzelec w trakcie Wojny Zimowej z Sowietami, w ciągu trwającego niespełna 100 dni konfliktu miał zabić ponad pół tysiąca żołnierzy agresora. Mimo, że Sowieci wielokrotnie próbowali go zlikwidować, szczęście zdawało mu się sprzyjać i Simo niemal z każdej opresji na froncie wychodził bez szwanku. Dopiero u schyłku wojny, podczas wielkiej ofensywy nieprzyjaciela, łaskawy los się od niego odwrócił…  

Sowiecka agresja na Finlandię

W październiku 1939 roku Józef Stalin wystąpił wobec Finlandii z żądaniami terytorialnymi na rzecz "poprawy bezpieczeństwa" Leningradu oraz umożliwienie organizacji bazy morskiej dla sowieckiej Floty Bałtyckiej na południowym wybrzeżu Fińskim. W zamian za dobrze zagospodarowane terytorium Kreml oferował Helsinkom bezużyteczne obszary przygraniczne w Karelii. Kiedy żądania Kremla zostały odrzucone, najpierw Moskwa sprowokowała incydent graniczny w rejonie osady Mainila, a 29 listopada ogłosiła zerwanie stosunków dyplomatycznych z Finlandią. Dzień później do ataku ruszyła Armia Czerwona. Agresja zaczęła się od nalotów sowieckich sił powietrznych na Helsinki i inne fińskie miasta. Na lądzie działania prowadzone były na kilku oddzielnych kierunkach, na froncie długości około 1500 kilometrów.

1. Simo Häyhä w stroju maskującym składa się do strzału. 

Sowieci pod względem liczebnym oraz wyposażenia dysponowali miażdżącą przewagą. Przeciwko 26 sowieckim dywizjom, uzbrojonym w około 1000 czołgów i 800 samolotów, po mobilizacji Finowie mogli przeciwstawić 15 większych związków taktycznych – w tym 8 dywizji piechoty -   oraz nieliczną broń pancerną i lotnictwo. Jednak wojska fińskie znacznie przewyższały agresorów, jeśli chodzi o morale żołnierzy. Ponadto lżej wyposażone fińskie oddziały były ruchliwsze, znacznie lepiej wyszkolone oraz przygotowane do walki w trudnych warunkach klimatycznych i terenowych. Wkrótce Armia Czerwona została powstrzymana niemal na całej długości frontu, a w niektórych miejscach Finowie przeszli nawet do działań zaczepnych.

Najlepszy strzelec 34. Pułku Piechoty

W składzie 6. Kompanii 34. Pułku Piechoty walczył w obronie ojczyzny 35-letni kapral rezerwy Simo Häyhä, w cywilu skromny rolnik i myśliwy. Pułk operował na Froncie Kollaa w lasach w rejonie Jeziora Ładoga, broniąc Przesmyku Karelskiego i możliwości oskrzydlenia Linii Mannerheima. Kompanią dowodził nietuzinkowy oficer, weteran francuskiej Legii Cudzoziemskiej, porucznik Aarne Juutilainen, zwany "Postrachem Maroka", który wykorzystując swoje doświadczenie szkolił podkomendnych w taktyce walki partyzanckiej. Häyhä, początkowo oddelegowany do standardowych zadań żołnierza piechoty, szybko zwrócił uwagę dowództwa swoimi wyśmienitymi umiejętnościami strzeleckimi i został snajperem. Wkrótce zaczął siać prawdziwe spustoszenie w szeregach wroga. W czasie trwającego niespełna 100 dni konfliktu Häyhä miał powalić od 505 do 542 czerwonoarmistów, co oznacza, że codziennie ofiarą jego kul padało około pięciu nieprzyjacielskich żołnierzy. Na froncie dorobił się wiele mówiącego przezwiska - "Biała Śmierć".

2. "Postrach Maroka" - twardy jak skała dowódca 6. Kompanii 34. Pułku Piechoty porucznik Aarne Juutilainen na Froncie Kollaa. 

Oprócz celnego oka, Simo Häyhä swoje spektakularne sukcesy zawdzięczał doświadczeniu wyniesionemu z myślistwa, zwłaszcza cierpliwości w podchodach, umiejętności doskonałego maskowania na pozycji strzeleckiej oraz osobistemu zdyscyplinowaniu. Aby w warunkach zimowych, ubranego w biały strój maskujący, nie zdradzał oddech, wkładał do ust śnieg. Ponadto powierzchnię wokół swojego stanowiska polewał wodą, by po wystrzale nie podnosił się śnieżny obłok, zdradzający kryjówkę. Simo znacznie chętniej korzystał z mechanicznych przyrządów celowniczych swojego Mosina niż celownika optycznego. Według jego wyjaśnień, strzelec używający celownika optycznego, gdy składał się do oddania strzału, musiał unosić głowę nieco wyżej, przez co sam stawał się łatwiejszym celem dla nieprzyjaciela. Poza tym optyka narażona była na zaparowanie, a także mogła odbijać promienie słońca, zdradzając pozycję snajpera.

Finowie kontratakują

Na początku marca 1940 roku Simo Häyhä został dowódcą pododdziału w ramach grupy bojowej "Silppu", która składała się z jego rodzimego 34. Pułku Piechoty, fińskiego batalionu partyzanckiego oraz niewielkiego oddziału kawalerii. Grupa została rzucona naprzeciw ciągnącej lasami Karelii do rejonu walk sowieckiej 128. Dywizji Strzeleckiej. Postawiono przed nią dość karkołomne zadanie: powstrzymania marszu oraz odrzucenie nieprzyjaciela. Zapewne Häyhä nie sądził wówczas, że będzie to dla niego ostatnie starcie na froncie. Petri Sarjanen, autor książki "Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen - Simo Häyhä", wydanej nakładem Wydawnictwa Replika, tak opisał tą walkę:

     Atak rozpoczął się 6 marca o godzinie 5.30. Spieszone szwadrony kawalerii wbiły się klinem w pozycje wroga, które wcześniej ostrzelała fińska artyleria i moździerze. Większa część granatów moździerzowych jednak nie eksplodowała. O godzinie 6.00 wszystkie oddziały były już w ruchu. Kompanie Juutilainena i Toivainena pozostawały na razie w rezerwie do dyspozycji majora von Haartmana [dowódcy pułku – DK]. Miały być wykorzystane, gdyby gdzieś sytuacja się skomplikowała.

3. Niepozorny, a jednocześnie śmiertelnie niebezpieczny dla wrogów - Simo pozujący do zdjęć fotoreporterom na froncie.    

     O godzinie 6.20 kompania Juutilainena otrzymała rozkaz zaatakowania przez rozległą dolinę środkowych stanowisk nieprzyjaciela, który twardo stał na swoich pozycjach. Artyleria skierowała ostrzał na szczyt wzgórza przy brzegu Ulismaajärvi, gdzie wróg zaczął się już wycofywać. Front ruszył mniej więcej tak, jak oczekiwano. Wtedy von Haartman otrzymał od dowódcy regimentu przerażającą wiadomość. Wielka formacja nieprzyjacielska zbliżała się od tyłu. Salo, dowódca 4. Kompanii, potwierdził informacje poprzez swojego kuriera. Sowieci nabrali odwagi. Nadciągały oddziały pomocnicze. 

     - Idą wielkie siły nieprzyjaciela na pomoc wrogowi, który jest w tarapatach – wyrecytował mechanicznie kurier i oddalił się żwawo. (…)

     Część wojsk nieprzyjacielskich leżała na wzniesieniu, tworząc masę ciasno przylegających do siebie ciał, ale fińska artyleria nie miała już ani jednego pocisku! Rosyjskie armaty natomiast nie wiedziały, co to brak amunicji. Sowieckie samoloty wywiadowcze krążyły nad polem bitwy, podając bez przerwy cele dla baterii artyleryjskich Armii Czerwonej… Powietrze było gęste od kul piechoty, a wokół gwizdały odłamki granatów. Straty fińskie rosły alarmująco. Już stu czterdziestu żołnierzy leżało bez ducha pod Ulismainen, liczbę rannych trudno było ocenić.

4. Mapka przedstawiająca działania na Froncie Kollaa, marzec 1940 roku. 

     Simo Häyhä zatrzymał się w biegu i z przyklęku oddał szybki strzał bez celowania. Kula trafiła w prawe ramię uciekającego Rosjanina, który obrócił się dokoła, krzycząc przenikliwym głosem. Gwałtowny ruch spowodował, że jego karabin został odrzucony na kilka metrów. Rosjanin ruszył przed siebie na czworakach, ale upadł po drugim wystrzale fińskiego strzelca i leżał na ziemi nieruchomo.

     Häyhä wypchnął pusty magazynek z karabinu i spod narciarskiej kurtki wydobył pełny, trzymany na wszelki wypadek. Zdmuchnął śnieg, który spadł na leżący z wierzchu ładunek i postukał jeszcze dłonią, aby podstawy nabojów wpasowały się w swoje miejsca. Szybkim odruchem wsunął magazynek do środka, a prawą ręką załadował prędko broń. Rozejrzał się błyskawicznie dokoła. Do przodu pędzili ubrani na biało ludzie. Krótkie serie strzałów z karabinu maszynowego wyrzucały śnieg na brzeg rosyjskiego okopu. Znów jakiś Rosjanin podniósł się zza wału i zaczął zagarniać rozpaczliwie rękami powietrze. Häyhä przystawił kolbę do policzka, ale ktoś inny okazał się szybszy.

     Gdzieś z boku pracował rosyjski karabin maszynowy: Häyhä rzucił się na ziemię i czołgał rytmicznie do przodu. Pociski łamiące barierę dźwięku hałasowały straszliwie, lecąc na wysokości metra nad nim. Strzelec znalazł osłonę w postaci wybrzuszenia pokrytego śniegiem. Na szczęście okazało się, że był to kamień. Rykoszety uderzały o jego boki ze świstem.

5. Teren walk na Froncie Kollaa. Dwa ciemne punkty w przesiece w oddali to zbliżające się do fińskich pozycji sowieckie czołgi.   

     Häyhä odetchnął. Atak był od samego początku niezwykle krwawy. W porannej szarówce Finowie dotarli – wspierani ogniem własnych karabinów maszynowych – do brzegu bagna szerokiego na około trzysta metrów. Po drugiej stronie rozpoczęto szturm na nieprzyjaciela, który znajdował się już całkiem blisko. W pewnym momencie Häyhä, kryjąc się przy ziemi, dotarł na odległość dwóch metrów od nieprzyjaciela. Karabin sprawował się dobrze. Häyhä oceniał, że powalił śmiertelnie prawie czterdziestu wrogów, a przecież to dopiero połowa dnia.

     Linia frontu przesuwała się cały czas bezładnie. Podczas ataku można było łatwo utknąć w pułapce, jeśli skrzydła nie nadążały za przednimi siłami. Teraz trwał właśnie jeden wielu kontrataków, którymi chciano wypędzić wroga z jego pozycji. Kilku pojedynczo działających Rosjan pozostawało jednak wytrwale na miejscu, a ich strzały przerzedzały skutecznie fińskie oddziały szturmowe.

     - Do przodu! Do przodu! – ktoś krzyczał obok niego.

     W pewnym momencie wydało mu się, że głos krzyczącego się załamał. Przykucnął za głazem tak, aby skryć się przed karabinem maszynowym, który ostrzeliwał go przed chwilą. Szybki bieg do przodu. Kolano uderzyło w coś, ból rozlał się falami od dołu w górę. Z nieba spadł pocisk moździerzowy, wydając straszliwy dźwięk. Upadł blisko, bo Häyhä został obsypany ziemia i kawałkami lodu. Za nim rozległy się nowe eksplozje. Ciśnienie powietrza zatkało mu uszy. Nie może tu zostać. Musi ruszyć! Musi ruszyć! – bębniło mu w głowie, ale ciało nie poddawało się woli.

     Häyhä podniósł się chylony i zaczął biec na ukos w lewo. Sytuacja stawała się chaotyczna. Ze wszystkich stron pojawiali się ubrani w białe kurtki żołnierze, ale jego grupa pozostała gdzieś w tyle. Katem prawego oka dojrzał kogoś rzucającego ręcznym granatem, więc padł na ziemię. Człowiekiem tym okazał się Fin, granat poleciał łukiem do przodu.

6. Sowiecki czołg T-26 podczas walk na Froncie Kollaa. 

     Krzycząc "hurra!", Rosjanie przystąpili do szturmu. Häyhä przyłożył kolbę do policzka i strzelił w kierunku biegnącemu ku niemu mężczyzny, trafiając go w brzuch. Nieprzyjaciel padł twarzą w śnieg, przyciskając dłonie do ciała. Z tego miejsca wybiegali coraz to nowi Rosjanie. Häyhä wystrzelił szybko trzy pociski, trafiając za każdym razem. Poturlał się za poszarpany wybuchem granatu pień drzewa i załadował magazynek. Ruscy szli teraz prosto na niego. Kule rozrywały wystające korzenie na strzępy.

     Gdybym miał pistolet maszynowy, pomyślał Häyhä.

     Wtem jakiś Fin w białej kurtce przybiegł, kulejąc i ukrył się za tym samym drzewem. Sądząc po jego zachowaniu, mógł być oficerem.

     - Niech to diabli, ale bałagan! – krzyknął i wytarł brudna twarz rękawem kurtki. – Trzeba się wycofać i przeorganizować oddziały.

     - Idź, a ja cię będę osłaniał – powiedział Häyhä i podniósł się do pozycji strzeleckiej.

     Widok, który zobaczył, przeraził go. Rosjan było naprawdę dużo, najbliżsi znajdowali się jedynie o dziesięć metrów. Häyhä strzelił do tego, który wyglądał na oficera. Kula trafił go prosto w czoło, a z tyłu głowy trysnęła na śnieg ciemna krew. 

7. Zwłoki żołnierzy Armii Czerwonej, poległych w trakcie Wojny Zimowej. 

     Teraz musiał się wycofać, wszystkich nie uda mu się załatwić w żaden sposób. Skulony, zaczął brnąć do tyłu. Pociski rozbryzgiwały śnieg wokół niego. Była druga po południu. Häyhä skręcił się dokoła, żeby strzelić z kolana. I spostrzegł, że patrzy wprost w lufę karabinu maszynowego.

     Świadomość odleciała. Czas się zatrzymał. Pozostał tylko ból. Twarz paliła ogniem.

     - Trafili mnie! W twarz. 

     Mdłości przechodziły od żołądka do gardła. Potem Häyhä zaczął tracić przytomność. Krew spływał mu do przełyku. Kaszlał. Niebo stało się szaroniebieskie; czarne poszarpane chmury napływały bezustannie zza horyzontu. Ćmiący niczym światełko ból pulsował teraz gdzieś daleko. Häyhä odwrócił się na plecy i podparł łokciami. Ktoś podszedł do niego, chwycił za nadgarstek i zaczął wołać medyka. 

     Zapamiętał jeszcze sanie. Leżał w nich na brzuchu, podpierając się rękami i trzymając tułów uniesiony. Tak było mu łatwiej oddychać. Sanie ślizgały się po wierzchniej warstwie śniegu. Wojna oddaliła się gdzieś, jej odgłosy stały się przytłumione. Häyhä chciał coś powiedzieć, ale wargi odmówiły mu posłuszeństwa. Były bez czucia, pełne krwi i odłamków kości. Krew spływała ciurkiem przez brodę na ziemię. W punkcie opatrunkowym przyłożono mu o twarzy biały tampon. Cały lewy policzek wydawał się rozerwany, Kość szczęki złamana. Morfina zniosła ból, wszystko wokół stało się nierzeczywiste. Wirując, wpadł w ciemność.

Bohater Kollaa

Simo został ewakuowany z pola walki przez jednego z kolegów z oddziału. Sankami zawieziono go na punkt opatrunkowy, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Potem trafił do szpitala. Ciężko ranny w twarz żołnierz przez tydzień pozostawał w śpiączce. Do gardła wprowadzono mu rurkę, umożliwiającą oddychanie. Wybudzono go 13 marca, kiedy oficjalnie zakończyła się Wojna Zimowa. Gdy ogłoszono warunki pokoju, okazało się, że rodzinne gospodarstwo Simo znajduje się na terytorium przejętym przez Moskwę. Mimo to Finlandia obroniła swoja niepodległość.

8. Podporucznik Simo Häyhä. 

Według przypuszczeń Simo Häyhä został trafiony przez Sowietów pociskiem eksplodującym, który przebił dolną wargę i lewy policzek, deformując twarz snajpera. Häyhä miał ogromne szczęście, że przeżył, gdyż tego typu pociski, zabronione przez międzynarodowe konwencje, powodowały wielkie, szarpane, trudno gojące się rany. Mimo długiej rekonwalescencji i 26 operacji twarz Simo została jednak trwale oszpecona. Po wyjściu ze szpitala w maju 1941 roku, Simo Häyhä do końca wojny zajmował się uprawą ziemi i myślistwem, żyjąc blisko natury. W uznaniu ogromnych zasług na polu walki strzelec otrzymał awans na podporucznika. Był także wielokrotnie odznaczany, w tym Krzyżem Bohaterów Kollaa, specjalnym odznaczeniem nadawanym żołnierzom walczącym na pierwszej linii na tamtejszym froncie.

***

Źródła fotografii:

  1. Domena publiczna.
  2. Domena publiczna. 
  3. Wikimedia Commons CC BY 2.0.
  4. Domena publiczna.  
  5. Domena publiczna. 
  6. Domena publiczna. 
  7. Domena publiczna. 
  8. Domena publiczna. 

Bibliografia:

  • Zygmunt Czarnota, Zbigniew Moszumański: Wojna Zimowa, Warszawa 1994.
  • Marek Czerwiński: Snajperzy, Ustroń 2019.
  • Andy Dougan: Polowanie na człowieka, Warszawa 2004.
  • Maksym Kołomyjec: Wojna Zimowa 1939-1940, Warszawa 2002.
  • Petri Sarjanen: Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen - Simo Häyhä, Poznań 2025.
  • William R. Trotter: Mroźne piekło. Radziecko-fińska wojna zimowa 1939-1940, Wrocław 2008.
  • Zbiorowe: Snajperzy drugiej wojny światowej, Warszawa 2013.
W tekście wykorzystano fragment książki Petri Sarjanena "Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen - Simo Häyhä" którą można nabyć w księgarni WYDAWCY.


 

Komentarze